- Też będę miał swój komiks! - wściekły Wasyl cisnął o ścianę czytaną przed chwilą gazetą. Efekt był mało widowiskowy. Pergamin nie doleciał do celu. Opadł na podłogę trzy kroki dalej, a na dodatek wylądował tak, że z obrazka na wierzchu do króla uśmiechała się lekko pucołowata twarz Wiceprezydenta. Wielki Koniuszy skulił się na stołku. Z porannych wezwań przed oblicze Wasyla Niezłomnego nigdy nic dobrego nie wynikało. W najlepszym razie kończyło się dodatkową robotą, oczywiście wykonywaną społecznie na ochotnika. - Wasza Wysokość jak zwykle ma rację - włożył w te słowa całe przekonanie, na jakie go było stać. - Może jednak warto ten pomysł rozważyć dokładniej? Stronnictwo Zielonych i tak kontroluje wszystkie komiksy wydawane w Gryflandii... - Ten też? - król wskazał na pergamin z wyszczerzonym w uśmiechu Wiceprezydentem. - No ten to nie - Koniuszy lekko się stropił. - Ale Najjaśniejszy Pan sam powiedział, żeby temu czopkowi ani dukata więcej nie dawać.