Przed karczmą „Pod Trębaczem” strzeliły fajerwerki. W drzwiach stanął Wielki Koniuszy z prawie pustym kuflem w dłoni. - Zwycięstwo! – ryknął. Lekko zygzakując podbiegł do Kastora, który jeszcze dzień wcześniej był zwykłym kowalem. I gruchnął przed nim na kolana. - Niech żyje król!!! – ryknął jeszcze głośniej. – Króluj nam wiecznie, nasz Kastorze, nasz Odnowicielu! A ja będę twoim Polluksem!